Za oknem szalej jesień. Ogromny wiatr przestawia donice w ogrodzie, strąca kilogramy szyszek ze świerków, wywleka wszelkie śmieci z rabat i krzewów. Deszcz moczy wysuszone drewno w drewutni. Rano mam problem z rozpaleniem w piecu. Dymi, paruje, syczy :-) Wieczorami suszę na piecu drewno do rozpałki na następny dzień. Nawet wiosenny dzbanek z herbatą na piecu nie odgania paskudnej pogody.
"Śmierdzący leń" wpadł do mojego domu, położył mnie na łopatki, usiadł okrakiem na grdyce i roztacza smród :-). Strasznie ciężko zabrać mi się do uczciwej roboty. Snuję się po domu i wymyślam, co by tu z nudów zjeść !! ( o, zgrozo!)
Po świętach mam dosyć pieczystego i tłustego mięcha. Chodzą za mną "wynalazki" typu sałatka z tuńczykiem. Mam zawsze pod ręką kilka puszek takowego. I gotowe.
Ale, żeby nie było, że jestem taka beznadziejna, z wielkim trudem wymodziłam takie dwa kompleciki secesyjnych krzeseł.
No, i na usprawiedliwienie mojego folgowania mam argumenty w postaci dwóch moich kochanych dziewczyn. Nie mogę przecież przeoczyć, gdy Emilka co chwilę wymyśla coś nowego :-)
Pozdrawiam Was serdecznie






















