środa, 2 listopada 2011

Jesienna pogoda...

... prawdziwie nas rozpieszcza. Słońce, wysoka temperatura, cudowne widoki kolorowych liści, sprawia, że taką można pokochać. Sprzyja długim spacerom, pozwala z radością witać dzień. W piecu rozpalam tylko dla Pućki, bo lubi grzać nos i brzuszek na gorącej przypiecowej blasze.
Tak naprawdę tylko jabłka w każdym kącie mojego domu przypominają, że to już późna jesień.
Ten pogodny nastrój sprzyja wszystkim członkom rodziny. Emila to pogodny niemowlak. Budzi się z uśmiechem na buźce. Trenuje głos i minki, poznaje nowe smaki, jabłek i marchwi. Sprawia, że każdy dzień niesie dla nas wszystkich wiele nowego i radosnego.
Odnawiając komplet krzeseł do swojej galerii, jedno znalazło miejsce w mojej kuchni. Rasowa "secesyjka". Całkowicie drewniane, łącznie z siedziskiem. Idealnie wpasowało się obok kuchennego pomocnika.
I komplet prawdziwych "perełek". Dwa urocze, damskie krzesełka, nie krzesła tylko właśnie krzesełka. W oryginalnym wybarwieniu, z oparciem bogatym we floralne wzory.
A teraz wykorzystując piękną pogodę idę do ogrodu. Tam też trzeba zrobić małe "conieco":-)
Pozdrawiam Was i życzę miłego dnia !

wtorek, 25 października 2011

Miła niespodzianka...

zawitała pod mój dach. To nagroda za wygrany konkurs, organizowany jakiś czas temu przez Tabu. Myślałam, że pakiet 6 filmów pokazywany kilka postów wcześniej, jest właśnie tą nagrodą, a tu masz. Nieziemsko pachnące mydełko w antycznej oprawie. Wielkie dzięki Kochana !

Dzisiaj krótki wątek kulinarny. Talerz z zupą "Bajora". Tak właśnie nazywamy tę zupę. Jest to dosyć stary przepis, z przed kilkunastu lat, wycięty z gazety. A mianowicie to ulubiona zupa Michała Bajora...i mojej córki :-)
Z niewielką różnicą, w oryginalnym przepisie, w zupie pływa kromka pieczonego pieczywa z żółtym serem. U mnie rolę węglowodanów pełnią ziemniaki. Potrawa prosta w wykonaniu, idealna na jesienne popołudnia, syta i treściwa.
Wywar zrobiony na żeberkach, marchewka, kukurydza z puszki, przesmażona cebulka, ziemniaki, rozdrobnione kawałki mięsa i duża ilość czosnku. To właśnie dzięki niemu zupa nabiera charakteru. Na koniec śmietana wysokoprocentowa. Zupa dobrze zredukowana ma konsystencję kremową. Dla tych na diecie może być "cienka" śmietana lekko zagęszczona mąką kukurydzianą. Smacznego :-)
Już chyba ani jeden post nie obejdzie się bez Emilki :-) Moje ukochane dwie "czarnookie"(to "pierwiastek" babci Marysi :-) .Maluch wprost idealny. Je, śpi, uśmiecha się, "guga", mało beczy. Moja córka spisuje się na medal jako matka. Jest pełna pokładów cierpliwości i miłości. Nie ma się do czego przyczepić :-) Obserwuję z daleka i jestem szczęśliwa, że tak świetnie sobie radzi i jest w pełni samodzielna. Tak trzymaj córeńko !

I na koniec ( też nie może być posta bez moich mebli :-) fotel. Idealny do relaksu. Wygodny, szeroki. Neutralny, naturalny.
I już naprawdę na koniec pozdrawiam ciepło i dziękuję za miłe słowa.

czwartek, 13 października 2011

Różne różności...

...pojawią się dzisiaj. Długa przerwa między postami sprawia, że kolejny post to zlepek przeróżnych spraw i wydarzeń.
Zacznę od podziękowań dla Dorotki, od której to dostałam cudowne prezenty. Pięknie wykonaną zakładkę do książki oraz prasę wnętrzarską, pełną ciekawych inspiracji.
Dorotko, wielkie podziękowania przesyłam i trzymam kciuki za pozytywne zawirowania :-)
Jesień schodzi na pracy w warsztacie i w ogrodzie. Wykorzystuję maksymalnie słoneczną pogodę na porządki wokół domu.
W ostatnim czasie zrobiłam komplet dwóch krzeseł, vintażowe lustro...
oraz dwa bardzo stare krzesła. Są piękne, ale to nic nowego, bo wiecie przecież, że jestem entuzjastką prawdziwego solidnego drewna :-)
Tutaj kilka mebli w bieli.
Odkąd jest z nami Emilka, w moich postach pojawił się nowy wątek :-) Jestem zauroczona słodkim maleństwem. Mówię Wam, rośnie nam prawdziwa baletnica :-)
Przez to zaniedbałam "newsy" o Pućce. Wszystko bez zmian, szaleje na całego. Chociaż potrafi znaleźć małą chwilę na wygrzewanie się przy piecu.
Kochani, dziękuję za odwiedziny. Dziękuję za komentarze. Witam nowych gości.
A teraz uciekam do pracy, życząc miłego weekendu.
Pozdrawiam

poniedziałek, 26 września 2011

Moja jesień...

...tego roku jeszcze się nie zaczęła. W domu królują różowe fiołki i azalie. A wszystko za sprawą cudownej pogody. Ogród jest zielony i pełen różowych odcieni. Jabłonka posadzona przez mojego męża w dniu narodzin Emilki kwitnie :-) Cieszy oczy i jak tu myśleć o jesieni ?
Ika z "Mojego wędrowania" pyta Nas, za co lubimy jesień? Moja odpowiedź jest prosta, za światło.
To pora na najpiękniejszą grę świateł. Nisko wędrujące słońce zagląda bezczelnie "pełną gębą" do domu. Delikatnie zachęcając do rozpoczęcia dnia. Jesień mi nie straszna nawet w deszcz i pluchę. Praca w domu daje ten komfort i radość z każdej zmiany za oknem.

Wczoraj odwiedziłam "wnuchę". Emilka to sama słodycz...,

która ma różne oblicza :-) Paszcza rozdarta na maksa niczym "Krzyk 7"

Nosimy na rękach, kołyszemy, a taką "rozdartą" zostawiamy rodzicom i spadamy do domu. Fajnie jest być babcią :-)
I na koniec moje meblarskie poczynania.



Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam serdecznie. Do miłego.

niedziela, 11 września 2011

Zaskoczenie...

...pełną parą. Miały być zielone mitenki, a tutaj lawina prezentów. A wszystko za sprawą Jagi. To Jaga wprawiła mnie w osłupienie. Ma dziewczyna talent. Ciepłe skarpety w błękicie. Dwie pary bucików dla Emilki :-)oraz wełniane papcie domowe.
Jaguś, jesteś niesamowita, wielkie dzięki.

I kolejna niespodzianka. Prezent candy od Tabu. Znowu zaskoczenie. Mega zaskoczenie. Myślałam, że załapałam się na jeden film, a tu prawdziwa uczta kinomana ! Filmów było sześć !!
Kochana, ściskam ile sił :-)

Okrągły stół wymusił na mnie uszycie nowego nakrycia. Padło na 100% len. Obrus ze sztywnego, prawdziwego lnu. Wykończyłam tasiemką, stebnówką w stosownym odcieniu, bowiem nie umiem podwinąć na maszynie okręgu. Obrus ma średnicę 2m. Fajnie prezentuje się jako baza na przeróżne serwety i kwadratowe obrusy.

A póki co ściskam Was. Emilka puszcza Wam uśmiech. Szkoda, że jeszcze nieświadomy.
(radocha ciągle trwa :-)


sobota, 3 września 2011

Aż trudno...

...uwierzyć, że lato ma się ku końcowi. Cały czas mam piękną, słoneczną pogodę. Ogród kwitnie w pełni. Korony drzew zaglądają do moich okien, całe jeszcze obsypane zielonym liściem.
Tylko szeleszczące hortensje powoli przypominają, że jesień tuż, tuż.
Zbiory tegorocznych spadów szyszkowych zdobią już wejście do domu.
I dynie powoli wkradają się na powitanie jesieni. Pająków mnóstwo i co za tym idzie, pełno pajęczynowych pułapek. Jeżeli jesień ma w tym roku takie oblicze, niech trwa :-)
Tydzień ten obfitował w emocje nie do opisania i z tego powodu mizerne są efekty mojej pracy.
Kuchenne krzesło w niebieskościach.
I fotel-krzesło. I to by było na tyle. Kiepściutko.
A wszystko przez tego błogo śpiącego brzdąca. Wypełnił każdą moją wolną chwilę i każdą moją wolną myśl. Mam nadzieję, że kolejny tydzień wróci do normy, a ja do pracy.
W imieniu Emilki, jej rodziców oraz swoim, chciałabym serdecznie podziękować wam Wszystkim za gratulacje i przemiłe życzenia. Trzymam kciuki, aby się spełniły.
Ściskam weekendowo

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Z ostatniej chwili...

... Emilka dzisiaj zdecydowała się powitać świat. Ta słodka mordka skradła moje serce !
Klikam i beczę ze szczęścia. A, co tam. W końcu pierwszy raz zostałam babcią. Kurde, ale to słowo babcia brzmi dumnie :-)
Zdjęcie kiepskie, bo babcine ręce jakoś dzisiaj szczególnie się trzęsły :-)
Ściskam

środa, 24 sierpnia 2011

Mówią,że...

..."cierpliwy to i kamień ugotuje". Teraz jest czas na wyczekiwanie Emilki. Próba cierpliwości, próba zachowania wewnętrznego spokoju. Tylko jakoś dziwnie spać nie mogę. Myśli skupić. Niby zwykły dzień, a jednak inny. Dzień wnoszący kolejne zmiany.

Zapowiada się upalny dzień, chociaż światło sierpniowe mówi nam, że jesień już stoi w progu.
Lubię grę światła z cieniem. Często rzucam jakąś prozaiczną czynność, aby pobiec po aparat
i uchwycić tę ulotną chwilę.






Ostatnie dni minęły mi na pracy nad meblami do domu. No, bo nie może być tak, że wszystkie meble pójdą do mojego sklepiku :-)
Biurko. Kupione z myślą o pewnym kliencie. Jednak już w drodze powrotnej wiedziałam, że będzie moje. Logistyczne działanie. Przestawianie mebli. Wnoszenie biurka graniczyło niemal z cudem.
Bo musicie wiedzieć, że biurko to mebel o słusznych wymiarach, o wadze nie wspomnę :-)
Dwa dni pracy wystarczyły, aby uzyskało dawną świetność. Jest moje i już ! Teraz tylko muszę dobrze rozejrzeć się za odpowiednim fotelem do biurka.
Długo wyszukiwałam odpowiednich krzeseł do jadalnianego stołu. Wiedziałam jakie mają być. W bardzo krótkim czasie udało mi się trafić komplet 4 krzeseł. Mały lifting, nowa tapicerka
i gotowe.

W salonie przybył również stolik. Dodatkowy, bardzo pomocny, z półeczką na podręczne przedmioty.
Podobny komplet krzeseł trafił do kuchni. Inne wybarwienie, inne obicie. Gra i buczy :-)
No i moja chluba ! Uwaga, teraz naprawdę chwalę się... Prawdziwy, okrutnie stary kuchenny pomocnik. On zawsze jest biały. Zachowałam oryginalny sosnowy blat, z celowo pozostawionymi niedoskonałościami użytkowania. Jedynie nowa, bezbarwna powłoka.

I na samiutki koniec meble do mojej galerii. Olbrzymi fotel. W zgodzie z naturą. Drewno i len.
I komplet krzesełek. Piszę krzesełek, bo są małe, delikatne i bardzo vintage. Pamiętają pewnie nie jedno wnętrze. Są bardzo stare.
A póki co uciekam do czynności dnia codziennego, życząc Wam miłego dnia.
Dziękuję za wpisy pod poprzednim postem. Witam nowych obserwatorów i komentatorów.

Moim cichym życzeniem jest, aby kolejny post był pisany choćby jutro i był pierwszym wpisem o mojej pierwszej wnuczce. Trzymajcie kciuki :-)
Pozdrawiam

piątek, 19 sierpnia 2011

Między słowami...


...są słowa. Te nie pisane i te nie wypowiedziane. W potoku przeczytanych czy usłyszanych słów, usłyszymy i przeczytamy zupełnie coś innego, niż zostało namacalnie wysłowione. Często nie widzimy i nie słyszymy drugiego człowieka. W codziennej gonitwie, rozpędzeni we własnym egoizmie, nie znajdujemy chęci ani czasu, który możemy poświęcić drugiemu człowiekowi. Najczęściej wystarczy chwila. Takie małe czasowe "nic". Jak ważne dla tego drugiego. Mała wspólna chwila może zmienić diametralnie bieg zdarzeń. Może zmienić nasze i czyjeś życie.

Między słowami...jest obraz. Słuchając opowieści, widzimy zupełnie inny wizerunek, inną twarz mówiącego. Poza, ukrycie, zakamuflowanie. Albo zagadka lub tajemnica. Przesłanie dla ciebie. Niema prośba o pomoc. Projekcje, które mówią, że tak naprawdę jest inaczej. Często brak cywilnej odwagi, każe nam popadać w domysły, tworzyć własne wyobrażenia. Dlatego tak bardzo lubimy oglądać zdjęcia. Wówczas każdy obraz kojarzy nam się z konkretną osobą czy sytuacją.

Warto poświęcić drugiemu człowiekowi tę jedną, malutką chwilę. Zatrzymać się. Zwolnić. Nie tłumaczyć się, jak bardzo jestem zapracowana. To tylko kilka chwil.
Warto posłuchać drugiego człowieka, nawet gdy nic nie mówi.

Jest w Polsce taki dom, co na frontowych drzwiach ma bardzo mądre motto "Nie mamy czasu dla ludzi, którzy nie mają czasu". Tak niewiele słów, a ile prawdy i sensu.

A. i D., dziękuję Wam za podarowany nam czas i wspólnie spędzone radosne chwile tego lata.
Myślę, że nasze coroczne spotkania staną się już tradycją :-)

Ten post to wyzwanie jakie postawiła przed nami Tabu. Niesamowita Tabu. Zadanie trudne. Zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja. Jestem bardzo oszczędna w pisanym słowie. Jak pisałam w ostatnim poście...krótko zwięźle i na temat :-)
Pozdrawiam Was.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Krótko, zwięźle i na temat :-)

Wczoraj zakończyło się moje rocznicowe candy. To już dwa lata jak prawie codziennie spotykam się z Wami za pośrednictwem bloga. Spośród chętnych biorących udział w zabawie wylosowałam blog iwona-b-30. Dziękuję wszystkim za udział w zabawie. Mam nadzieję na kolejne rocznice w Waszym towarzystwie. Dziękuję i życzę fajnego tygodnia mimo, że ciągle pada deszcz.